Blog

Dzień właściciela firmy transportowo-spedycyjnej

Zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda zwykły dzień przedstawiciela branży transportowej? Na czym polegają jego codzienne obowiązki? Tutaj masz szansę dowiedzieć się w nieco przewrotny sposób, co takiego robi każdego dnia po przyjściu do pracy.

Zwykły dzień pracy rozpoczyna się od porannej kawy. Bez niej ciężko byłoby w ogóle zacząć myśleć o wyzwaniach nadchodzącego dnia. Tak, każdy dzień niesie ze sobą coś innego, niespodziewanego, a na każdym kroku czyhają niebezpieczeństwa, które mogą doprowadzić do milionowych strat. W związku z tym chwila relaksu i nabrania sił witalnych przed rozpoczęciem codziennych wysiłków. Należy dopilnować, żeby wszystkie pojazdy z floty miały obłożenie w ładunkach, aby pojechały tam, gdzie mają i wróciły wtedy, kiedy powinny. Niczego nie można pozostawić zwykłemu przypadkowi. A nieszczęścia i nieprzewidziane sytuacje losowe? To dla mnie chleb powszedni.

Etap wstępny mam już za sobą, więc przystępuję do poważnej pracy. Zaczynam od sprawdzenia stanu floty i zweryfikowaniu, gdzie faktycznie znajdują się nasze pojazdy. Wszelkie opóźnienia przynoszą straty, ale niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć. Dlatego zawsze mam otwartą przeglądarkę i stronę ZMPD, czyli Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. Dzięki informacjom zawartym na tej stronie jestem w stanie z wyprzedzeniem przewidzieć potencjalne zagrożenia i w razie potrzeby przekazać dyspozytorni, że należy zmienić trasę danego pojazdu. Czasami jednak okazuje się, że kwestie opłat celnych są nie do przejścia. Kolejne straty. Na szczęście mam certyfikat kompetencji zawodowych przewoźnika drogowego, więc znam się na prawie, bez problemu poruszam się po przepisach kodeksów i jestem w stanie zminimalizować ryzyko poniesienia kolejnych kosztów. Świadomość własnych kompetencji uspokaja mnie i pozwala odetchnąć przed naprawdę ważnymi i trudnymi obowiązkami.

Kiedy już wiem, na czym stoimy, mogę się zająć najważniejszymi sprawami. Zawsze zdarzają się samochody, które mają opóźnienie, wobec czego ładunek, który miały ze sobą zabrać w drodze powrotnej, został zabrany przez inny transport. Włączam giełdę transportową i szukam wolnych ładunków. Przy okazji zlecam napisanie ogłoszenia o wolnym pojeździe – nie ma sensu marnować czasu. I już. Udało się znaleźć ładunek. Co prawda nie tak blisko bazy, ale lepsze to niż pusty przewóz.

Teraz mam chwilę spokoju, więc zanim dotrą do mnie informacje w sprawie kolejnych opóźnień czy o złapanych gumach, rozsiadam się wygodnie, żeby przed spotkaniem zarządu prześledzić giełdę pojazdów. Może czas rozbudować firmę o zlecenia transportowe izoterma?

Później szybkie podsumowanie ostatnich zmian w trasach, kilka telefonów do stałych klientów i można iść na spotkanie z zarządem. Członkowie przedstawiają analizy rynkowe, pokazują wykresy zysków i strat, a ja już myślę o tym, gdzie posłać kolejny ładunek…